Patriotyczne Pielgrzymowanie zorganizowane przez Akcję Katolicką w Barcicach

W słoneczny poranek 11 listopada 30 osób wraz z księdzem prałatem Stanisławem Dziekanem wyruszyło na pielgrzymkę do Tropia, Podola, Jamnej i Czchowa zorganizowaną przez Akcję Katolicką. Pierwszym miejscem, w którym się zatrzymaliśmy, było Sanktuarium św. Pustelników Świerada (imię zakonne Andrzej) i Benedykta w Tropiu. Po przybyciu wysłuchaliśmy historii o św. Świeradzie i Benedykcie. Święty Świerad i jego uczeń, św. Benedykt, należą do tych postaci, które trzeba nie tylko poznać i naśladować, ale także uczcić. Są oni świadkami wczesnych początków chrześcijaństwa w rejonie środkowego Dunajca. Andrzej Świerad urodził się najprawdopodobniej pod koniec X wieku w Polsce. Najczęściej żywoty przypisują mu pochodzenie z wieśniaczej rodziny z okolic Krakowa. Św. Świerad był pierwszym polskim misjonarzem poza granicami kraju, uznano go też za jednego z największych ascetów chrystianizmu. Przez wiele lat prowadził pełne trudów i umartwień życie w pustelni pod skałą. Św. Andrzej umartwiał się w następujący sposób: mimo ciężkiej fizycznej pracy pościł trzy razy w tygodniu (w poniedziałek, środę i piątek), a w czasie wielkiego postu jadł jedynie orzechy włoskie i popijał je wodą (dostawał 40 orzechów od opata na okres postu), sobotnio-niedzielne obfitsze posiłki pozwalały mu przetrwać. Spał na pniu, wokół którego umieszczał zaostrzone kije – gdy przechylał  się w którąś stronę, raniły go one i budziły. Na głowę zakładał drewnianą koronę z kamieniami – gdy przechylił głowę, uderzał go jeden z kamieni. Nosił na sobie mosiężny łańcuch, który po pewnym czasie wrósł w ciało. Był on przyczyną śmierci świętego. Z kolei święty Benedykt był uczniem i towarzyszem Świerada.

Kościół w Tropiu zbudowany został na oblewanej przez wody Jeziora Czchowskiego wyniosłej, kilkunastometrowej skale. Należy do najstarszych w tej części Polski. Miał go fundować ok. 1045 roku Kazimierz Odnowiciel, a poświęcić ok. 1073 r. św. Stanisław Męczennik. W tym wyjątkowym miejscu uczestniczyliśmy we Mszy św. za ojczyznę sprawowanej przez ks. Stanisława. Św. Jan Paweł II powiedział: „Na to miejsce nie można tylko przyjść. Na to miejsce trzeba przypielgrzymować i na nim uklęknąć!”. Po Mszy św. ucałowaliśmy relikwie świętego Świerada. Następnie udaliśmy się do pustelni odległej od kościoła o 800 m. Dziękujemy ks. Andrzejowi Piórkowi za serdeczne przyjęcie.

Z Tropia udaliśmy się do Rożnowa. Ks. Marek Truś, proboszcz parafii pw. Świętego Wojciecha Biskupa Męczennika i Podwyższenia Krzyża Świętego, przekazał nam cenne informacje o parafii i świątyni. Kościół jest drewniany, a w prezbiterium tuż po powstaniu kościoła ustawiono duży krzyż wraz z towarzyszącymi Jezusowi postaciami stojących Maryi i Jana oraz klęczącej Marii Magdaleny. Aby  obejść krzyż dookoła, trzeba przejść przez dwie bramki: na tej po prawej znajduje się postać św. Michała Archanioła walczącego z szatanem, a na tej po lewej – postać Anioła Stróża, prowadzącego dziecko. W nawie głównej znajdują się dwa dawne ołtarze. Po prawej – ołtarz Matki Boskiej Bolesnej, bolejącej po zagubieniu Jezusa. Ludzie cierpiący lubią w tym miejscu przynosić do Maryi swoje bóle i prosić Matkę Jezusa o wstawiennictwo. „Maryja jest naszą przewodniczką do Jezusa” – powiedział ks. Marek. W ołtarzu po lewej znajduje się obraz św. Wojciecha. W jednej ręce trzyma palmę, znak zwycięzcy w męczeństwie. W drugiej ręce – pastorał biskupi i włócznię, którą go przebito. W świątyni znajduje się zabytkowy konfesjonał, który pamięta początek kościoła i parafii, widzimy na nim napis po łacinie: Omnia videt Deus, czyli „Bóg widzi wszystko”. W drodze do Podola zatrzymaliśmy się przy cmentarzu, by pomodlić się przy grobie ks. Jana Maziarza – proboszcza z Barcic.

Parafia Podwyższenia Krzyża Świętego w Podolu-Górowej to kolejny przystanek pielgrzymki. Historię parafii i kościoła przekazał pielgrzymom ks. proboszcz Adam Urbański (niegdyś wikariusz w Barcicach).

Kolejnym miejscem, do którego pielgrzymowaliśmy, było Sanktuarium Matki Bożej Niezawodnej Nadziei. Ikona Matki Bożej Niezawodnej Nadziei wisi w prawej nawie kościoła. Jest tak piękna, że swoją świetnością przyciąga nas do Boga, a Jej zieleń symbolizuje bezgraniczne zaufanie, pozwala podejść bliżej, mimo iż to przecież Królowa. Ikona namalowana została na pamiątkę pacyfikacji wsi Jamna. Przyodziana w wiejską chustkę Najświętsza Panienka ma przypominać o młodej matce, która trzymając na ramieniu maleńkie dziecko, a w drugiej ręce obraz Maryi, jako pierwsza została zamordowana przez hitlerowców. Madonna na prawej ręce trzyma swego synka. Oboje okryci są ciemnoniebieskim płaszczem. Z jego wycięcia przy szyi Maryi wyłania się główka dzieciątka. Maryja ma długie włosy, upięte z tyłu i okryte czerwoną chustą. Jej piękna, delikatna twarz i zaokrąglona buzia Jezuska są do siebie bardzo podobne, uderza zwłaszcza podobieństwo oczu, z których przebija dobroć i smutek. Rodowód ikony sięga dramatycznych lat II wojny światowej. To wtedy, 24 IX 1944 r., na terenie Jamnej Niemcy stoczyli największą bitwę z ukrywającym się tam 600-osobowym oddziałem partyzanckim. Po wycofaniu się partyzantów hitlerowcy spalili wieś. Mieszkańcy Jamnej, schronieni w piwnicy, wysłali naprzeciw Niemcom kobietę z trójką dzieci i z obrazem Matki Bożej. Byli pewni, że nikt nie odważy się uczynić im nic złego. Naziści zabili matkę i dzieci. „Co to znaczy dzisiaj miłość do Ojczyzny?”  – pytał ojciec Andrzej Chlewicki. – „Nie ma większej miłości, jak oddać życie. Krew Męczenników jest zasiewem czegoś…”.

W domu św. Jacka obejrzeliśmy film przedstawiający historię Jamnej. Sanktuarium Matki Bożej Niezawodnej Nadziei oraz Ośrodek Duszpasterstwa Akademickiego oo. Dominikanów są miejscem modlitwy i pojednania, miejscem odnajdywania Boga i przemiany człowieka. To wyjątkowy cel pielgrzymek. Ojciec Andrzej wprowadził nas w jego klimat. Żal było ruszać w drogę do Czchowa.

O historii parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny opowiedział nam ks. proboszcz Ryszard Biernat. Kościół w Czchowie jest najstarszym i najlepiej zachowanym zabytkiem architektury sakralnej ziemi brzeskiej. Jego walory historyczne i artystyczne podnosi zachowana do dziś gotycka polichromia ścienna należąca do najstarszych i najcenniejszych zabytków dawnego malarstwa w Małopolsce – powiedział.

Wróciliśmy do domów odnowieni i przemienieni. Pielgrzymowanie to radość. To wędrówka do miejsc, do ludzi i z ludźmi. Oby nie zabrakło nam sił na kolejne pielgrzymki.

Anna Jakubowska

.

Komentowanie jest wyłączone